Pani Zofia Kozak, ur. w 1941 roku w pow. Tyguldet, obwód Tomsk na Syberii

kozakTuż przed drugą wojną światową rodzice zamieszkiwali w miejscowości Klesowo, pow. Równe, woj. wołyńskie. Tato, Kazimierz Sadlej, kowal z zawodu pracował w znanych w ówczesnej Polsce kamieniołomach granitu, z których między innymi budowano umocnienia obronne, reprezentacyjne ulice wielkich polskich miast. Był podoficerem 23. Pułku piechoty we Włodzimierzu Wołyńskim. To zadecydowało, że w nocy 13 kwietnia 1940 roku wraz z żona Jadwigą, córką Anicetą, bratem Feliksem i szwagrem Leonardem został zaaresztowany i zesłany do obozu pracy w kołchozie Bieregajewo w tomskim obwodzie. Tutaj 31 grudnia 1941 roku urodziła się ich córka – obecnie mieszkanka Kępic – Pani Zosia (foto). Niewiele pamięta z tamtego czasu, kiedy rodzina wracała z zesłania do Polski, miała 4 lata. Ten bardzo trudny okres pierwszych lat swojego życia zna z opowiadań rodziców. Wujek Leonard opuścił rodzinę i wraz z wojskiem Andersa dostał się na Bliski Wschód. Tato, dostał się do I Armii Wojska Polskiego. Walczył jako ogniomistrz w dywizji im. Henryka Dąbrowskiego. Był kontuzjowany w bitwie nad Bugiem, za co w 1944 roku otrzymał Krzyż Walecznych.

Po kilkutygodniowym transporcie w bydlęcych wagonach znaleźli się na brzegu rzeki Czułym (rzeka niemal 2 razy większa od Wisły, przez 6 miesięcy zamarznięta). Przewóz kilku rodzin z bagażami niewielkim czółnem, wśród spływającej kry i ogromnej fali jeszcze długo po wojnie wspominano ze ściśniętym gardłem. Zamieszkiwali w glinianej lepiance, w nędznych warunkach, bez podłogi, ciągle atakujących insektach, przy stale dokuczającym głodzie spędzili 5 lat. Aby wyżywić rodzinę tato pracował w kołchozie, prawdopodobnie wykonywał prace związane z kowalstwem, mama wychowywała dzieci. Kiedy w grudniu rodziła się Pani Zosia, temperatura powietrza sięgała -40 stopni C. Wewnątrz pomieszczenia, w którym odbywał się poród, było niewiele cieplej. Mama nieraz opuszczała dzieci na kilka dni i wędrowała do tajgi po drewno. Chorowała na zapalenie płuc i na malarię – chorobę przenoszona przez komary. Nie można było zdobyć odpowiednich lekarstw i jedynym sposobem wyleczenia było lepsze wyżywienie.

Jeszcze niedawno pani Zofia Kozak pełniła w Garbarni Kępice funkcję księgowej. Dziś przebywa na zasłużonej emeryturze. Powinniśmy pamiętać o jej trudnych losach Polaka – tułacza.